|
Inka
Witam Was Wszystkich!
Właśnie wróciłam z 31. rocznicy śmierci Jima. Tuż przed wyjazdem obiecałam paru znajomym, że napiszę, jak było. Teraz wywiązuję się z obietnicy...
Szczerze? W tym roku fani zawiedli. To nie jest tylko moje zdanie. Na frekwencję narzekali zarówno ci, którzy przyjeżdżają do Jima od 30 lat, jak i 'nowi'. Przed południem w Paryżu było niemal oberwanie chmury, nie każdemu chciało się moknąć. Ale w końcu doczekaliśmy słońca. Niestety i ono nie wywołało u fanów chęci przesiadywania przy grobie. Jak już ktoś się pojawił, zaraz znikał. Policji widocznie się nudziło - nawet zabronili śpiewać piosenek Doorsów. Po raz pierwszy nie widziałam w rocznicę dziennikarzy, którzy zawsze psują atmosferę zadając ludziom to samo pytanie: dlaczego tu jesteś?. Posiedziałam z nowopoznaną Polką (mieszkamy w tym samym mieście, a dopiero nad grobem dane było nam się spotkać!) aż do zamknięcia cmentarza, a potem tradycyjnie udałam się na Rue Beautreillis 20, gdzie w pubie Olivia odbywa się zabawa przy muzyce The Doors. Zapewne wielu z Was kojarzy nazwę ulicy. Tak, dokładnie naprzeciwko pubu jest kamienica, w której mieszkali Pam & Jim.
O godzinie 21 na scenę wszedł zespół Lizard Kings, który bezbłędnie przez ponad 120 minut grał piosenki Doorsów. Ludzi było co nie miara, ci spónieni musieli odsłuchać koncertu przed pubem! Piwo i wino lały się strumieniami, wszędzie dochodził zapach tytoniu i innych dobroci. Oczywiście nie brakowało sobowtórów Jima. I znowu fani z całego świata połączyli się w jedną grupę. Tańczyli, śpiewali, pili do upadłego. Ci, którzy 'upaść' nie zdołali zostali przegonieni ok. godziny 2 przez paryską policję, albowiem hałas zaczął przeszkadzać mieszkańcom okolicznych domów. Cóż, tak też bywa. Znowu trzeba odczekać cały rok, aby przeżyć ten dzień...







Tekst, zdjęcia - Inka
Inka! Dziękuję bardzo!!!
|