Logo Dalej intro Wstecz /me chat forum guestbook ankieta nowosci informacje


Karolina Kaźmierczak

Zająć się Jimem


Ja to ja!
Czy możecie to zrozumieć
Moje ciało jest prawdziwe
(...)
Istnieję naprawdę
Jestem człowiekiem
Ale nie jestem zwykłym mężczyzną
Nie nie nie

   Na ile niezwykłym? Odpowiedź znalazłam 3 lipca na cmentarzu Pere LaChaise w Paryżu, gdzie podobno spoczywa Jim Morrison. Piszę "podobno" ponieważ coś głęboko w moim sercu podpowiada mi, że On żyje.

   Od rana wokół grobu kłębią się setki fanów artysty. W długiej kolejce stoją sobowtóry Jim'a, hippisi żywcem wyjęci z fotografii z lat 60- i 70-tych, Niemcy, Anglicy, Hiszpanie... Tylko dlaczego tak niewielu Polaków? Spotykam ludzi w każdym wieku. Anne (37 lat) z Niemiec zauważa: "Młodzież lubi się buntować. A Jim? Przecież całe życie to robił. Za dużo myślał o wolności w czasach, kiedy wszyscy byli wolni. Buntował się, ale ciągle mu było za mało. To wywiera wrażenie na nastolatkach. Jim wywołuje rewolucję wśród młodzieży. A jak ktoś raz za nim pójdzie, będzie podążał zawsze."

   Na grobie szybko przybywa kwiatów, świeczek, zniczy. Są tacy, którzy opowiadają Jim'owi o swoim życiu, rzucają listy i inne prezenty. Marco (23) z Meksyku długo marzył o przyjeździe do Paryża: "Mam dla niego flagę meksykańską, zdjęcia z mojego kraju i prezenty od innych fanów" - wylicza. "Sama rozumiesz, że to dla mnie jedyna okazja, aby być koło Jim'a. On kochał Meksyk, będzie się cieszył z tych podarunków." Z kolei Andreas i Alex z Belgii przywieźli swojemu idolowi kilka butelek piwa. Niestety ciężko znaleźć jakichś Polaków. Wreszcie spotykam dwóch mieszkających w Paryżu. Jeden z nich na pytanie: "za co cenisz Jima?" odpowiada: "Podoba mi się w nim to, że się niczym nie przejmował. Takim zachowaniem doprowadzał jednak wszystkich do szału. Niestety tą obojętnością siebie doprowadził do śmierci." Chwila milczenia...

   Mijający nas turyści nie kryją zdziwienia widząc setki zadumanych ludzi pilnowanych przez policję. Luis (24) przygląda się wszystkiemu z boku. Pochodzi z Chile, od trzech lat mieszka w Paryżu: "Lubię muzykę The doors, ale nie jestem tak szalony jak ci ludzie. Trochę śmieszy mnie to, co tu się dzieje. Przesada. Spójrz na tę kobietę. Umiałabyś sobie wyobrazić, że to twoja mama?" Rzeczywiście. Okazuje się, że owa drobna, zaniedbana kobieta jest Niemką. Ma 49 lat, nazywa się Maren. W trzęsących się dłoniach dogasa papieros. Jim jest dla niej wszystkim. Nikt nigdy nie wywarł na niej takiego wrażenia. Jest wierna tej muzyce odkąd 'doorsi' stali się znani w 1967 roku.

   Napięcie wzrasta tuż po godzinie 14. Policjanci proszą o zachowanie spokoju. Ku radości wszystkich przy grobie pojawia się klawiszowiec The doors, Ray Manzarek wraz z Danny'm Sugermann'em, menedżerem The doors. Nie kryje zadowolenia, że aż tylu fanów pamięta o wokaliście zespołu. Chętnie rozmawia, rozdaje autografy. Wkrótce prosi o minutę ciszy. Rozentuzjazmowany tłum milknie. Wszyscy w skupieniu modlą się. Nie da się opisać tej chwili. Duch Jim'a unosi się nad grobem. Setki oczu patrzą na niego. Na koniec fani dziękują Rayowi za muzykę. Wzruszony artysta odpowiada: "To ja wam dziękuję! Cieszę się, że tu jesteście!", po czym żegna się i odchodzi.

   Jestem pod wrażeniem. David z Wielkiej Brytanii również nie może uwierzyć: "Boże! To był Ray! To był Ray!!!" - wykrzykuje. Nie mam wątpliwości, że były to najpiękniejsze chwile mojego życia. Żegnam się z Davidem i jego kolegami. Spotkamy się tu za rok.

   Dzień dobiega końca. W powietrzu unosi się zapach licznych kadzidełek, które wytrwale od rana zapala nad grobem Mirek z Polski. Przyjeżdża do Paryża trzy razy w roku. "Wiesz Mirek, cieszę się, że tu jesteś. Na długo zostanie tu jakiś ślad z Polski. To miłe." "Wiem" - odpowiada - "a teraz już zamilcz, bo muszę zająć się Jim'em..."

   Wieczorem Ray Manzarek gra koncert w jednym z paryskich teatrów. Jednak tylko kilkadziesiąt osób ma szansę go posłuchać. Reszta spaceruje po pobliskim Pigallu. Wszyscy się do siebie uśmiechają. Niesamowity wieczór. Każdy wierzy, że Jim jest blisko.


Grób Morrisona
Grób Morrisona w dniu 3 lipca 2001 roku...


Grób Morrisona
Grób Morrisona w dniu 3 lipca 2001 roku...


Grób Morrisona
Grób Morrisona w dniu 3 lipca 2001 roku...


Ray
Przybycie Ray'a wzbudziło wiele emocji...


Ray
... a on sam chętnie rozdawał autografy ...


Ray
... a chętnych było niemało ...


Ray
... Ray sprawił ludziom wiele radości ...


Mirek
Mirek z Polski przyjeżdża do Jim'a 3 razy w roku...


Mirek
Mirek z Polski...


Karola, Sylwia i Mirek
A oto Karola (po lewej), jej kumpela Sylwia i oczywiście Mirek...


Tekst, zdjęcia - Karolina Kaźmierczak
Autor wiersza - J.D. Morrison, z tomu pt. "Wilderness" ("Dzikie pustkowie")
w przekładzie Artura Brodowicza



Karolciu! Dziękuję bardzo!!!

historia
dyskografia
literatura
video
biografie
teksty
tłumaczenia
poezje
artykuły
cytaty
muzyka
gitara
bajery
galeria
#thedoors
linki