Przebij się
Wiesz, że dzień niweczy noc
Noc przedziela dzień
Chciałaś biec
Ukryć się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Raj coraz dalej od nas jest
Zaginął wykopany skarb
Czy pamiętasz wciąż
Nasz wspólny płacz?
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Każdy kocha moją małą
Każdy kocha moją małą
Już ma, już ma
Już ma, już ma
Wyspą ramiona twoje są
A ziemią oczy twe
Dłońmi więzimy się
Ronisz kłamstwa łzę
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Jak co tydzień stoję tu
Z dnia na dzień upływa czas
Brama kusi nas
Rozpęd weź
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Na drugą stronę przebij się
Kuchnia Duszy
Tak, zegar wskazuje,
że już czas
Ruszać trzeba mi
Choć wolałbym na jawie śnić
Suną auta pełne
cudzych oczu
W świetle lamp pustka drży
Głowę masz zdrętwiałą od
zaskoczeń
Ale wciąż jest dokąd iść
Ale wciąż jest dokąd iść
Prześpię noc przy kuchni
Twojej duszy
Przy twym piecu ogrzeję myśli me
Wyrzuć mnie, kochana, zaraz ruszę się
W neonowym gąszczu szybko zgubię się
Splatasz palce niczym chwiejne minarety
Mówią do mnie zapomnianym alfabetem
Papierosem poczęstuj mnie
Zapominać uczę się niestety, zapominać uczę się niestety
Zapominać uczę się niestety, zapominać uczę się
Prześpię noc przy kuchni
Twojej duszy
Przy twym piecu ogrzeję myśli me
Wyrzuć mnie, kochana, zaraz ruszę się
W neonowym gąszczu szybko zgubię się
Tak, zegar wskazuje,
że już czas
Wiem, że ruszać trzeba mi
Choć wolałbym na jawie śnić
Na jawie śnić
Na jawie śnić
Kryształowa Łódź
Nim otchłań snów porwie cię
Pocałuj mnie
Rozkochaj mnie
Pocałuj mnie
Pocałuj mnie
Światło dnia
jest jak ból
Przytul mnie, w deszczu tul
Gdy porwie cię szlony pęd
Spotkamy się
Spotkamy się
Och, powiedz czy wolność znasz
Ulice polem są, które trwa
Oszczędź mi tłumaczenia, że
Płakać się chce
Uniosę się
Z kryształu łódź niesie pod prąd
Tysiące dam, tysiące żądz
Miliony rad jak zabić czas
Gdy powrócimy
Dam ci znać
Dwudziestowieczna lisica
Jak każe moda sczupła jest
Jak każe moda spóźnia się
Ale nie robi nigdy scen
Randki nie zerwie nigdy, o nie!
Nie ma z nią trosk
Wystarczy spojrzeć na jej dumny krok
Jest dwudziestowieczną lisicą
Jest dwudziestowieczną lisicą
Żadnych łez, strachu
Zmarnowanych lat
Liczenia czasu
Jest dwudziestowieczną lisicą
Wie kiedy okazać chłód
I cierpliwości ma dar
Przestała chodzić do szkół
Nie zawachała się
Czasu szkoda jej
Wokól taki tłok
Ponieważ jest dwudziestowieczną lisicą
Jest dwudziestowieczną lisicą
Cały świat zamyka
W plastikowej szkatułce
Jest dwudziestowieczną lisicą
Dwudziestowieczną lisicą
Dwudziestowieczną lisicą
Jest dwudziestowieczną lisicą
Pieśń z Alabamy (Whisky Bar)
Wskaż mi drogę
Do najbliższej knajpy z whisky
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód
Pokaż mi drogę
Do najbliższej knajpy z whisky
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód
Jeśli zaraz nie znajdziemy
Tego whisky-baru
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, powiem ci
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Oh, księżycu Alabamy
Musimy się teraz pożegnać
Straciliśmy naszą poczciwą mamuśkę
A przecież musimy mieć whisky, wiesz dobrze dlaczego
Oh, księżycu Alabamy
Musimy się teraz pożegnać
Straciliśmy naszą poczciwą mamuśkę
A przecież musimy mieć whisky, wiesz dobrze dlaczego
Wskaż mi drogę
Do najbliższej małej dziewczynki
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód
Wskaż mi drogę
Do najbliższej małej dziewczynki
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód
Jeśli zaraz nie znajdziemy
Małej dziewczynki
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, powiem ci
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Oh, księżycu Alabamy
Musimy się teraz pożegnać
Straciliśmy naszą poczciwą mamuśkę
A przecież musimy mieć whisky, wiesz dobrze dlaczego.
Wznieć We Mnie Ogień
Wiesz, że byłoby to nieprawdą
Wiesz, że byłbym kłamcą
Gdybym ci powiedział
Dziewczyno
Nie mogliśmy wznieść się wyżej
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc
Czas wahania jest już za nami
Nie czas na nużanie się w błocie
Spróbuj, teraz możemy tylko stracić
A nasza miłość przerodzi się w pogrzebowy stos
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc
Czas wahania jest już za nami
Nie czas na nużanie się w błocie
Spróbuj, teraz możemy tylko stracić
A nasza miłość przerodzi się w pogrzebowy stos
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc
Wiesz, że byłoby to nieprawdą
Wiesz, że byłbym kłamcą
Gdybym ci powiedział
Dziewczyno
Nie mogliśmy wznieść się wyżej
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc
Spróbuj rozpłomienić noc
Spróbuj rozpłomienić noc
Spróbuj rozpłomienić noc
Facet Tylnych Wejść
Wha, yeah!
Chodź, yeah
Yeah, chodź, yeah
Yeah, chodź
Oh, yeah, ma
Yeah, Jestem facetem tylnych wejść
Jestem facetem tylnych wejść
Kolesie nie wiedzą
Ale małe dziewczynki rozumieją
Hej, wy wszyscy którzy próbujecie zasnąć
Wychodzę by zrobić to z moją nocną marą
Gdyż jestem facetem tylnych wejść
Kolesie nie wiedzą Ale małe dziewczynki rozumieją
Dobra, yeah
Wy, kolesie jecie wasze obiady
Jecie waszą wieprzowinę i fasolę
Ja jem więcej kurczaków
Niż każdy z was kiedykolwiek widział, yeah, yeah
Jestem facetem tylnych wejść, wha
Kolesie nie wiedzą Ale małe dziewczynki rozumieją
Więc, jestem facetem tylnych wejść
Jestem facetem tylnych wejść
Whoa, mała, jestem facetem tylnych wejść
Kolesie nie wiedzą Ale małe dziewczynki rozumieją
Spojrzałem
Spojrzałem, to byłaś ty
Spojrzałaś, to byłem ja
Ten uśmiech jest dla ciebie
A ten dla mnie jest
I ruszamy już
Nie wrócimy tu
I ruszamy już
Nie wrócimy tu
Szedłem przy tobie
Szłaś obok mnie
Rozmawiałem z tobą
Opowiadałaś mi
I ruszamy już
Nie wrócimy tu
Tak, ruszamy już
Nie wrócimy tu
Bo za późno jest
Tak, za poźno jest, za poźno jest
Za późno jest, tak, za późno jest
I ruszamy już
Nie wrócimy tu
tak, ruszamy już
Nie wrócimy tu
Bo za późno jest
Tak, za późno jest, za późno jest
Za późno jest, tak, za późno jest.
Nocy kres
Przejdź drogą aż po
Nocy kres
Nocy kres
Nocy kres
Wyrusz tam gdzie północ świtem jest
Nocy kres
Nocy kres
W królestwie rozkoszy
W królestwie dnia
Ludzie rodzą się w słodkiej niemocy
Ludzie rodzą się w słodkiej niemocy
Ludzie rodzą się choć bezkres nocy trwa
Nocy kres
Nocy kres
Nocy kres
Nocy kres
W królestwie rozkoszy
W królestwie dnia
Ludzie rodzą się w słodkiej niemocy
Ludzie rodzą się w słodkiej niemocy
Ludzie rodzą się choć bezkres nocy trwa
Nocy kres
Nocy kres
Nocy kres
Nocy kres
Będzie co ma być
Jest czas na życie
I czas na łganie
Jest czas na śmiech
I czas na umieranie
Nie martw się kochana
Będzie co ma być
Nie przyśpieszaj kroku
Miłość lubi spokój
Nie przyśpieszaj kroku
Czas by iść
Czas by biec
Czas wypuścić strzałę
W kierunku słońca
Nie martw się kochana
Będzie co ma być
Nie przyśpieszaj kroku
Miłość lubi spokój
Nie przyśpieszaj kroku
Zwolnij bieg
Zobaczysz, że lepiej jest
Będzie co ma być
Spróbuj zabawić się
Nie martw się kochana
Będzie co ma być
Nie przyśpieszaj kroku
Miłość lubi spokój
Nie przyśpieszaj kroku
Nie przyśpieszaj kroku
Nie przyśpieszaj kroku
Koniec
To już jest koniec, najdroższa
To już jest koniec, jedyna
Koniec naszych rachub niespełnionych
Koniec tego, co trwa nieporuszone
Koniec
Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się
Koniec
Już nigdy nie spojrzę w oczy twe
Zobacz, jak to będzie
Bezkresna wolność wszędzie
Więc skąd rozpaczy znak,
Że czyjejś dłoni brak
Że ziemia łez ma teraz smak
Gubię się w rzymskich katakumbach bólu
Szalonych dzieci słucham chóru
Szalonych dzieci słucham chóru
Czekając na letni deszcz
Za miastem niebezpiecznie jest
Jedź autostradą królów
W kopalni złota śmierć
Jedź na zachód najdroższa
Ujeźdź węża
Ujeźdź węża
Do jeziora
Do jeziora
Starożytne jezioro, najdroższa
Wąż jest długi
Na siedem mil
Dosiądź węża
Jest stary
A jego skóra jest zimna
Zachód jest najlepszy
Zachód jest najlepszy
Przyjedź tutaj, dokonamy reszty
Błękitny autobus wzywa nas
Błękitny autobus wzywa nas
Kierowco, dokąd wieziesz nas?
Morderca zbudził się przed świtem
Założył buty
Twarz przykrył maską ze starożytnej galerii
I przeszedł wzdłuż korytarza
Poszedł do pokoju gdzie mieszkała jego siostra
Potem złożył wizytę swemu bratu
I przeszedł wzdłuż korytarza
Podszedł do drzwi
I zajrzał do środka
"Ojcze?"
"Tak synu?"
"Chcę cię zabić"
"Mamo, chcę cię ..."
Chodź kochanie, spróbuj swej szansy
I spotkaj się ze mną
W tyle niebieskiego autobusu
To już koniec, moja przyjaciółko
Koniec moja jedyna, koniec
To boli puszczać cię wolno
Ale ty nigdy nie pójdziesz ze mną
Koniec śmiechu i niewinnych kłamstw
Koniec nocy, w których próbowaliśmy umrzeć
To już koniec...
|